Czym jest sharenting?

0
515

Radość i poczucie dumy, które wiążą się z posiadaniem dzieci, mogą być ogromne. Rodzice bardzo chętnie dokumentują życie swoich dzieci, by w przyszłości móc wspominać każdą ważną chwilę w życiu pociechy. Pamiątki są przechowywane w rodzinnych albumach, specjalnie przygotowanych teczkach, pamiątkowych pudełkach, ale… nie tylko. Rozwój technologiczny sprawił, iż znaczna część zmaterializowanych wspomnień dzieci trafia do internetu. Rodzice, często nieświadomi zagrożeń związanych z udostępnianiem wizerunku dziecka w sieci, bagatelizują bezpieczeństwo prywatności dziecka. Zjawisko, o którym mowa, określone jest jako sharenting. Więc czym jest sharenting?

Sharenting: nowe zagrożenie w sieci

Pojęcie sharentingu swoje znaczenie zawdzięcza anglojęzycznym określeniom: parenting oraz share, czyli kolejno: rodzicielstwo oraz dzielenie się. Termin ma wydźwięk pejoratywny i oznacza nadużywanie mediów społecznościowych przez rodziców, w celu udostępniania treści wizerunkowych dziecka. Ze zjawiskiem sharentingu wiążę się kilka istotnych zagrożeń, bardzo często niezauważanych (i wręcz lekceważonych) przez nieświadomych rodziców. Zamieszczanie zdjęć swoich pociech, np. w mediach społecznościowych, wydaje się czynnością nie generującą żadnych problemów. Rzeczywistość jest jednak inna – bezrefleksyjne wrzucanie postów z pozoru uroczych zdjęć może stanowić realne niebezpieczeństwo, gdy dostanie się w niepowołane ręce.

Zjawisko sharentingu w kontekście statystyk

Skala sharentingu jest olbrzymia i stanowi coraz większy problem. Potwierdza to raport London School of Economics z 2018r, pt.” Co rodzice sądzą o prywatności swoich dzieci w internecie i co robią w tym zakresie?”, w którym czytamy, że 75% rodziców regularnie korzystających z internetu dzieli się zdjęciami lub filmami swoich dzieci. Szacuje się, iż ponad 20% dzieci zaczyna funkcjonować w mediach społecznościowych zanim jeszcze przyjdzie na świat. Rodzice udostępniają o swojej pociesze informacje dotyczące parametrów fizycznych płodu, szczegółowe obrazy ze zdjęć ultrasonograficznych czy fotografie tuż po porodzie. W Polsce aż 40 % rodziców dzieli się w internecie zdjęciami i filmami z życia ich dzieci.  Rocznie każdy z nich wrzuca do sieci średnio prawie 100 zdjęć i filmików przedstawiających życie dzieci. Materiały udostępniane są (także nieświadomie) nie tylko rodzinie, ale także dużym grupom odbiorców – znajomym, obserwującym, losowym użytkownikom. Część treści ma charakter kompromitujący, gdyż przedstawia nieświadome dzieci jako niezdarne, słodkie istotki. To zaś może rzutować na przyszłość dziecka, które stanie się bohaterem “memów” czy obiektem kpin wśród rówieśników.

Główne zagrożenia, jakie niesie za sobą sharenting

Wirtualna przestrzeń internetu jest tak obszerna, iż możemy mówić o niej niemalże abstrakcyjnie. Ta właściwość cyberprzestrzeni przekłada się także na długowieczność danych wysyłanych do sieci. Nie bez przyczyny mówi się, iż zdjęcie raz wysłane do internetu, pozostaje w nim na zawsze. Materiały, które przykują uwagę użytkowników, ulegają szybkiemu rozprzestrzenieniu się. Niektóre “memy”, śmieszne filmiki, kompromitujące zdjęcia powielane są miliony razy. Warto o tym pamiętać wrzucając zdjęcie swojej pociechy, która np. niezdarnie wywróciła słoik z mąką, czy nie mogła powstrzymać swoich potrzeb fizjologicznych.

Wrzucasz coś do sieci? Poczucie kontroli nad treścią jest złudne. Nigdy nie można mieć pewności, kto wykorzysta informacje zamieszczane na portalach społecznościowych. Każde zdjęcie może być zapisywane, modyfikowane, udostępniane przez dowolnego internautę, również te, które trafiają do „stories”, czy podobnych funkcji mediów pozwalających na dodanie treści na 24h. Oznacza to, iż wizerunek dziecka może zostać także bezprawnie wykorzystany w celach zarobkowych lub przestępczych. Około 50% materiałów gromadzonych przez pedofilów pochodzi właśnie z mediów społecznościowych.

Sharenting to kreowanie przyszłości dziecka bez jego zgody. Każdy człowiek powinien mieć pełną dowolność tego, co udostępnia o sobie w sieci. Część życia powinna zostać w sferze prywatności, gdyż kompromitujące materiały mogą być problematyczne w przyszłości. Nie każdy nastolatek chciałby, aby wytykano mu zdjęcia, gdy był kilkulatkiem i korzystał z nocnika. Co więcej, coraz większa liczba pracodawców sprawdza kandydatów pod kątem niegdysiejszej aktywności w sieci. Warto pomyśleć perspektywicznie. Nieodpowiednie działania mogą wpłynąć na jego wizerunek i być łatką, którą trudno odkleić w przyszłości.

Dodaj komentarz